e-mail: redakcja@rok2007.pl « Doradcy podatkowi Archiwum Poniedziałek, 20-02-2017
Nr 1/2008
Łódź, dnia 7 listopada 2008 r.
Wyświetlono: 60980 razy
Spis Treści
UWAGA

 

SERWIS W TRAKCIE BUDOWY I PRÓB

 

Załączone pliki:    1.rtf,     2.rtf,     3.rtf,     4.rtf,     5.rtf,     6.rtf,     7.rtf
komentarzy (0)  |  dodaj komentarz  |  ▲ do góry
Rozważania nad śmietnikiem, czyli idea Tomczaka (JAT)

Pomysł przyszedł mi do głowy podczas spaceru po zaśmieconym lesie, a właściwie kompleksie leśnym, przylegającym do mojej działki rekreacyjnej, w jednej z podłódzkich miejscowości. W tej akurat miejscowości wywóz worka ze śmieciami kosztuje 7 zł, a śmieci w lesie przybywa każdego dnia, w zastraszającym tempie.


Nasze piękne lasy, łąki, przydrożne rowy, i wiele, wiele innych miejsc (pomysłowość rodaków nie zna tutaj granic) zasypywane są rosnącymi z roku na rok hałdami śmieci.
Problem wydaje się być nierozwiązywalnym, jak kwadratura koła. Nie pomagają apele ekologów, rozważania o gospodarczych i społecznych kosztach zanieczyszczenia środowiska, szlachetne inicjatywy w rodzaju „Sprzątania Świata”, ani niezbyt surowe – i praktycznie rzecz biorąc nieegzekwowalne – kary. O ile nasze prawo i praktyka jego stosowania radzi sobie lepiej lub gorzej z odpadami przemysłowymi i szkodliwymi emisjami (recykling, opłaty produktowe, opłaty za użytkowanie środowiska, itd.), to w przypadku odpadów komunalnych, które dominują w naszych lasach i na naszych łąkach, jest zupełnie bezradne.

Nie sposób przecenić inicjatyw i ruchów społecznych służących ochronie  środowiska, ich roli w sferze budzenia świadomości ekologicznej społeczeństwa, jednak tak naprawdę nie rozwiążą one problemu śmieci, bowiem praprzyczyną tego problemu jest błąd systemowy tkwiący w sposobie jego rozumienia.
 
Otóż w powszechnej świadomości zarówno ludzi prostych, jak i elit, śmieci i odpady są kłopotliwym „dobrem” niepożądanym, niechcianym. Stąd pomysł na rozwiązanie problemu – przekształcenie śmieci w towar „chodliwy”, budzący powszechne pożądanie.

Każdy z nas (no, prawie każdy) płaci za wywóz i utylizację odpadów komunalnych. Opłaty te mają charakter ryczałtów płaconych firmom zajmującym się wywozem i utylizacją śmieci, za pośrednictwem administracji nieruchomości, albo zawarte są w cenie opróżniania pojemników na śmieci lub w cenie worków na śmieci z nadrukiem takich firm. W tej sytuacji wiele osób, zwłaszcza niezamożnych mieszkańców małych miejscowości, zamiast płacić na przykład 7 zł za kilkudziesięciolitrowy worek z firmowym nadrukiem, który zostanie następnie zabrany sprzed domu przez służby oczyszczania, kupuje identyczny – choć bez nadruku – worek za 10 groszy, a worek ten ląduje w lesie, na łące, w przydrożnym rowie, itp.

Trzeba zatem sytuację tę odwrócić – mieszkańcy nie powinni płacić wprost za wywóz i utylizację śmieci, lecz śmieci te powinny być kupowane od tychże mieszkańców przez instytucje państwowe lub samorządy, a zakupy te winny być finansowane z budżetu państwa lub budżetów samorządowych. W ostatecznym rozrachunku i tak zapłacimy to z naszych podatków, ale przedstawione rozwiązanie ma liczne zalety.

Mianowicie, śmieci staną się poszukiwanym towarem handlowym. Taki system doprowadzi do oddolnego powstania ruchu na rzecz „Sprzątania Świata”. Ruchu, który działałby systematycznie i ciągle, a nie tylko z okazji „Dnia Ziemi” lub tp. Zajmą się tym rzesze „złomiarzy”, bezdomnych, bezrobotnych. Pewnie rozpocznie się rywalizacja o „rewiry” – śmietniki, dzikie wysypiska, a może nawet o hałdy śmieci w lasach. Niewykluczone, że w przyszłości ruch ten przyjmie formę zorganizowanych miniprzedsiębiorstw i pozwoli bogacić się ludziom, którzy dotychczas byli na marginesie społeczeństwa.

Jeśli do tego cena skupu uzależniona byłaby od jakości posortowania śmieci, to chyba udałoby się zamienić w kwadrat przysłowiowe koło.

Wydatki budżetu na ten cel zwrócą się z nawiązką, bowiem wydatki te i tak ponosimy, natomiast będą one mniejsze o część kosztów (w tym kosztów społecznych) związanych ze zniszczeniem środowiska. Mogą również przyczynić się do zmniejszenia kosztów pomocy społecznej, w związku z dodatkową aktywizacją zawodową ludzi, którzy dotychczas nie mieli na nią jakichkolwiek szans.

Utopia ? Chyba nie. Myślę, że warto byłoby zainteresować tym pomysłem parlamentarzystów następnej – chyba już rychłej – kadencji.

Być może pomysł ten nie jest oryginalny i ktoś już kiedyś go ogłosił, jednak idee nie podlegają ochronie na podstawie ustawy o prawach autorskich i pokrewnych. Natomiast niniejszy tekst owszem, tak. Dlatego podpisuję go

© Jerzy Andrzej Tomczak (4 września 2007 r.)

 

komentarzy (0)  |  dodaj komentarz  |  ▲ do góry
Ab ovo

Niniejszym inaugurujemy wydawanie internetowego czasopisma „Rok 2007 – Magazyn on-line”. Jego nazwa jest symboliczna. Składnia przypomina „Rok 1984” George`a Orwell`a. Również data (2007) ma charakter symbolu i groźnego mementi; jeszcze nigdy w dziejach III, IV, V, … – czy której tam jeszcze (?) – Rzeczypospolitej, klasa polityczna, zarówno poprzez swe wypowiedzi, jak i realne działania, nie zrobiła tak wiele dla spopularyzowania twórczości Orwell`a. Teczki, szafy, podsłuchy, kamery, postaci w kominiarkach i z długą bronią, a przede wszystkim język debaty publicznej, przypominają jako żywo czarne scenariusze wizjonerów political fiction. Tę symboliczną wymowę tytułu ma wzmocnić tak zwane „przekierowanie” na stronę naszego czasopisma z domen www.rok1984.pl oraz www.murphy.com.pl. To ostatnie ma swe źródło w tym, że inspiracją dla niektórych materiałów, które będziemy publikować w naszym magazynie, jest twórczość Arthur`a Bloch`a, Laurence J. Peter`a, i innych, równie uważnych i spostrzegawczych, obserwatorów rzeczywistości.

Równie symboliczne jest zestawienie tego tytułu z tłem logo zawierającym pochodzące z ubiegłego półwiecza hasło „make love not war”, które – bez względu na stosunek do kontrkultury, w której powstało – niesie ze sobą nad wyraz pozytywne i optymistyczne przesłanie.

Postaramy się publikować aktualne komentarze, felietony i obserwacje dotyczące różnych dziedzin życia. W magazynie znajdzie się również miejsce dla wspomnień jego twórcy. „Rok 2007” zarejestrowany został jako kwartalnik, bowiem obowiązujące przepisy wymagają określenia częstotliwości ukazywania się czasopisma, jednak magazyn redagowany będzie on-line – kolejne materiały zamieszczane będą w czasopiśmie na bieżąco, aż do zamknięcia numeru. W związku z tym, częstotliwość publikowania kolejnych numerów może zmieniać się, w zależności od weny twórczej autorów oraz tematów, jakie niesie ze sobą życie.

Tej konwencji redagowania czasopisma podporządkowany jest sposób wyświetlania artykułów – „najnowszy najwyżej” oraz opatrywanie artykułów datą ich powstania.

Redakcja

 

komentarzy (1)  |  dodaj komentarz  |  ▲ do góry
Redaktor naczelny: Jerzy Andrzej Tomczak
Adres redakcji: 91-829 Łódź, ul. Zawiszy Czarnego 10, e-mail: redakcja@rok2007.pl

Wydawca: Przedsiębiorstwo Konsultingowo-Usługowe "JAT" Jerzy Andrzej Tomczak
               91-829 Łódź, ul. Zawiszy Czarnego 10, e-mail: jat@doradcypodatkowi.pl

© Copyright by "JAT". Wszelkie prawa zastrzeżone.

Wpisano pod nr 992 rejestru dzienników i czasopism prowadzonego przez Sąd Okręgowy w Łodzi, postanowieniem Sądu Okręgowego w Łodzi z dnia 14 listopada 2007 r., sygn. akt I Ns Rej. Pr. 180/07.
Login:
Hasło:
Chcę otrzymywać bezpłatnie kolejne numery biuletynu na zasadach określonych w Regulaminie
Rezygnuje
Czy chcialbyś placić niższe podatki?